Przyszedł, zrobił, wziął pieniądze i zniknął. A właścicielce został rachunek na tysiące euro
Ta historia wydarzyła się niedawno. I niestety jest prawdziwa.
Zadzwoniła do mnie kobieta, która jakiś czas wcześniej kupiła wyremontowany, dwupiętrowy dom. Miało być tak, jak zazwyczaj przy zakupie nieruchomości po remoncie: wprowadzasz się, rozpakowujesz rzeczy i zaczynasz normalnie żyć.
Zamiast tego zaczęły się problemy z elektryką.
Instalacja powodowała awarie, zabezpieczenia wyłączały zasilanie i było jasne, że coś jest nie tak. Właścicielka poprosiła mnie, żebym przyjechał i sprawdził instalację.
Nie udało nam się jednak od razu spotkać. Ja miałem dużo pracy, później pojawiły się inne terminy, wyjazdy i w efekcie minęło około półtora miesiąca.
W końcu do domu trafił znajomy wykonawca, z którym wcześniej współpracowałem. Zaczął odkrywać fragmenty podłogi i instalacji, żeby znaleźć przyczynę problemów.
I wtedy zadzwonił do mnie.
„Przyjedź i zobacz to.”
Wystarczyło zobaczyć, jak została wykonana instalacja
Przyjechałem na miejsce.
Część instalacji w kuchni i w kilku innych miejscach na parterze była już odkryta. Mogłem zobaczyć sposób prowadzenia przewodów, połączenia oraz to, jak instalacja została wykonana i zabezpieczona.
Po tym, co zobaczyłem, zapaliła mi się czerwona lampka.
To nie wyglądało jak instalacja wykonana zgodnie ze standardem, którego oczekiwałbym od profesjonalnego elektryka.
Co więcej, po rozmowie dowiedziałem się, kto wykonywał te prace.
Znałem tę osobę.
I właśnie wtedy sytuacja zrobiła się jeszcze bardziej zaskakująca.
Kilka lat wcześniej sam wykonywałem dla niej prace elektryczne. Nie znałem jej jako wykwalifikowanego elektryka. Nie wiem, czy w międzyczasie próbowała nauczyć się tego fachu, czy przy instalacji pomagał ktoś jeszcze.
Wiem natomiast jedno:
ktoś podjął się wykonania instalacji elektrycznej w całym dwupiętrowym domu.
Dom został następnie wyremontowany i sprzedany.
Nowa właścicielka kupiła gotową nieruchomość.
I dopiero po zakupie zaczęła odkrywać, co znajduje się pod płytkami, w podłogach i w ścianach.
Najdroższych problemów często nie widać podczas oglądania domu
To jest właśnie jedna z największych pułapek przy zakupie świeżo wyremontowanej nieruchomości.
Widzimy nowe płytki.
Nową kuchnię.
Pomalowane ściany.
Ładne oświetlenie.
Nowe gniazdka i włączniki.
Wszystko wygląda świeżo i nowocześnie.
Ale kupujący nie widzi tego, co znajduje się pod spodem.
Nie widzi przewodów.
Nie widzi połączeń.
Nie widzi sposobu prowadzenia instalacji.
Nie wie, kto ją wykonał.
I przede wszystkim często nie wie, czy osoba, która wykonała instalację, rzeczywiście miała odpowiednie kwalifikacje i czy za wykonaną pracę istnieje jakakolwiek dokumentacja.
W tym przypadku problem wyszedł na jaw dopiero wtedy, kiedy instalacja zaczęła sprawiać problemy.
I teraz zaczyna się prawdziwy koszt
Można pomyśleć:
„Dobrze. Instalacja jest źle zrobiona. Trzeba ją poprawić.”
Niestety w gotowym, wyremontowanym domu to często nie jest takie proste.
Jeżeli konieczna okaże się wymiana instalacji, nie kończy się to na pracy elektryka.
Trzeba dostać się do przewodów.
Otworzyć ściany.
W niektórych miejscach zdjąć płytki.
Zdemontować elementy zabudowy lub meble.
Wykonać nową instalację.
A później ktoś musi wszystko doprowadzić ponownie do stanu, w którym dom nadaje się do normalnego użytkowania.
Tynkowanie.
Malowanie.
Płytki.
Zabudowy.
Ponowny montaż wyposażenia.
I nagle oszczędność kilku tysięcy euro przy remoncie może zamienić się w rachunek wielokrotnie większy.
W tym przypadku nie mówimy już o 500 czy 1000 euro.
Przy zakresie prac obejmującym instalację elektryczną oraz późniejsze odtworzenie wykończenia całego domu łączny koszt może sięgnąć kilkunastu tysięcy euro lub więcej. Dokładną kwotę będzie można określić dopiero po ustaleniu pełnego zakresu prac.
A kto za to zapłaci?
I tutaj dochodzimy do najważniejszej części tej historii.
Według informacji przekazanych nam na miejscu wykonawca, który wcześniej zajmował się instalacją, nie pozostawił po sobie dokumentacji, na której nowa właścicielka mogłaby dziś łatwo oprzeć swoje roszczenia.
Nie ma prostej sytuacji:
firma → faktura → gwarancja → reklamacja.
Zaczyna się natomiast ustalanie odpowiedzialności, zbieranie dokumentacji i dochodzenie swoich praw.
A w międzyczasie ktoś musi zapłacić za naprawę domu.
Najgorsze jest jednak coś innego
Ta kobieta nie kupiła domu do remontu.
Kupiła dom po remoncie.
Miała się wprowadzić i spokojnie w nim mieszkać.
Tymczasem problemy ciągną się od miesięcy. Rozpoczęły się prace, a rodzina musiała na ten czas znaleźć inne miejsce do mieszkania.
Nasza firma została poproszona o wykonanie prac związanych z instalacją elektryczną.
Na parterze widziałem sytuację osobiście. Później otrzymałem również informację, że po odkryciu kolejnych fragmentów instalacji na piętrze znaleziono podobne problemy.
Dopiero po pełnym sprawdzeniu będzie można powiedzieć, jaki dokładnie zakres instalacji wymaga wymiany.
Ale już teraz wiadomo, że problem jest poważny.
„Taniej” nie zawsze oznacza taniej
Nie piszę tej historii po to, żeby powiedzieć:
„Zawsze wybieraj najdroższą firmę.”
Cena sama w sobie nie jest gwarancją jakości.
Droga firma również może popełnić błędy.
Problem zaczyna się wtedy, kiedy jedynym kryterium wyboru wykonawcy staje się cena.
Jeżeli ktoś oferuje wykonanie instalacji znacznie taniej, warto zadać kilka prostych pytań:
- Kto właściwie wykonuje instalację?
- Czy ma odpowiednie kwalifikacje?
- Czy działa legalnie?
- Czy otrzymam fakturę?
- Czy dostanę dokumentację wykonanych prac?
- Kto odpowiada za instalację, jeśli za pół roku pojawi się problem?
- Czy instalacja zostanie sprawdzona przed zakryciem ścian i podłóg?
Bo kiedy wszystko jest już przykryte płytkami, gipsem i nową kuchnią, odpowiedzi na te pytania mogą być warte dziesiątki tysięcy euro.
Przyszedł. Zrobił. Wziął pieniądze. Zniknął.
Dopóki wszystko działa, najtańsza oferta może wyglądać jak świetny interes.
Problem pojawia się później.
Kiedy wykonawcy już nie ma.
Kiedy nie ma dokumentów.
Kiedy nie ma do kogo zadzwonić.
Kiedy trzeba otworzyć świeżo wyremontowany dom i zrobić tę samą pracę drugi raz.
Tyle że tym razem trzeba jeszcze zapłacić za naprawienie tego, co zostanie zniszczone podczas naprawy.
Dlatego przy instalacji elektrycznej warto patrzeć nie tylko na cenę wykonania.
Warto również wiedzieć:
kto ją wykonuje, co dokładnie robi i kto będzie za tę pracę odpowiadał, kiedy zamkniemy ściany.
Bo czasami najdroższą instalacją elektryczną okazuje się ta, która na początku była najtańsza.